Sesja terapeutyczna

"Anonimowi Alkoholicy są wspólnotą mężczyzn i kobiet, którzy dzielą się nawzajem doświadczeniem, siłą i nadzieją, aby rozwiązać swój wspólny problem i pomagać innym w wyzdrowieniu z alkoholizmu."

Z preambuły AA; Copyright © by the A.A. Grapevine, Inc

Podjęliśmy decyzję

My, którzy jesteśmy teraz w AA, musieliśmy wszyscy podjąć jedną kluczową decyzję, żeby poczuć się bezpiecznie w obliczu nowego programu życia bez alkoholu. Musieliśmy uczciwie i realistycznie spojrzeć na fakty dotyczące nas samych i naszego picia. Musieliśmy przyznać, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu. Dla niektórych z nas było to najtrudniejsze.


Nie wiedzieliśmy zbyt wiele o alkoholizmie. Mieliśmy swoje własne wyobrażenie o tym, co kryje się pod słowem "alkoholik". Kojarzyliśmy je z wynędzniałym lumpem. Ze słabą wolą i skazą charakteru.-Niektórzy z nas bronili się przed przyznaniem, że są alkoholikami. Inni uczynili to jedynie częściowo.


Lecz większość z nas doznała ulgi, gdy wyjaśniono nam, że alkoholizm jest chorobą. Zaradzenie chorobie, która zagrażała nam zniszczeniem, wydało nam się czymś celowym i rozsądnym. Przestaliśmy zwodzić siebie i innych, że poradzimy sobie z alkoholem, skoro wszystkie fakty dowodziły czegoś wręcz przeciwnego.
Od początku zapewniano nas, że nikt poza nami samymi nie może nazwać nas alkoholikami. Przyznanie tego musiało wyjść od nas - a nie od naszego lekarza, duchownego, żony czy męża. I musiało ono wypływać z faktów, które sami znaliśmy. Przyjaciele mogli rozumieć naturę naszego problemu, ale tylko my mogliśmy stwierdzić z całą pewnością, czy picie wymknęło się nam spod kontroli.


Często pytaliśmy: "Skąd mam wiedzieć, czy naprawdę jestem alkoholikiem?" Powiedziano nam, że nie ma jakichś żelaznych wskaźników alkoholizmu, ale że da się zaobserwować pewne znamienne objawy. Jeśli upijaliśmy się, mimo że sytuacja wymagała od nas trzeźwości; jeśli nasze picie ulegało systematycznemu pogorszeniu; jeśli czerpaliśmy z picia coraz mniej radości - najprawdopodobniej byty to symptomy choroby zwanej alkoholizmem. Dokonawszy przeglądu naszego picia oraz wynikających z niego konsekwencji, większość z nas uzyskała dodatkowe potwierdzenie prawdy o sobie i swojej chorobie.


Oczywiście perspektywa życia bez alkoholu wydawała nam się przerażająca. Lękaliśmy się też, że nowi przyjaciele z AA okażą się nudziarzami albo, co gorsza, nawiedzonymi moralistami. Zamiast tego odkryliśmy jednak, że są takimi samymi ludźmi jak my, a w dodatku obdarzonymi szczególną zaletą, jaką jest umiejętność zrozumienia naszego problemu - ze współczuciem i życzliwością, a bez osądzania.


Zaczęliśmy się zastanawiać, co musimy zrobić, żeby zachować trzeźwość; ile będzie nas kosztować uczestnictwo w AA; kto zarządza tą organizacją na poziomie lokalnym i światowym. Szybko przekonaliśmy się, że w AA nikt nic nie musi, że od nikogo nie wymaga się dopełnienia żadnych formalności ani prowadzenia jakiegoś określonego trybu życia. Dowiedzieliśmy się też, że nie ma tu żadnych składek ani opłat; grupy opłacają swoje koszty z dobrowolnych datków, wrzucanych do krążącego po sali kapelusza, ale nawet i ta darowizna nie jest warunkiem członkostwa.
Prędko stało się dla nas jasne, że struktura organizacyjna AA jest ograniczona do absolutnego minimum i że nikt tu nie wydaje poleceń ani rozkazów. Ustaleniami związanymi z mityngami zajmują się osoby pełniące służbę w grupie. Służba ma charakter rotacji, aby wciąż stwarzać pole do działania dla coraz to nowych uczestników wspólnoty. System rotacyjny jest w AA bardzo popularny.