Sesja terapeutyczna

"Anonimowi Alkoholicy są wspólnotą mężczyzn i kobiet, którzy dzielą się nawzajem doświadczeniem, siłą i nadzieją, aby rozwiązać swój wspólny problem i pomagać innym w wyzdrowieniu z alkoholizmu."

Z preambuły AA; Copyright © by the A.A. Grapevine, Inc

Alkoholizm jako choroba

Dziś zgadzamy się z koncepcją, że - jeśli o nas chodzi - alkoholizm to choroba; choroba postępują­ca, której nigdy nie da się "wyleczyć", ale którą, podobnie jak pewne inne choroby, m o ż n a z a t r z y m a ć w rozwoju. Uznajemy, że w byciu chorym nie ma nic wstydliwego, pod warunkiem, że uczciwie zmierzymy się z tym problemem i spróbujemy mu zaradzić. Bez zastrzeżeń przyznajemy, że jesteśmy uczuleni na alkohol i że już sam zdrowy rozsądek każe nam trzymać się z daleka od źródła tego uczulenia.
Rozumiemy już, że jeśli ktoś raz przekroczy) niewidzialną granicę, jaka dzieli pijaka od osoby uzależnionej, to człowiek ten do końca życia pozostanie alkoholikiem. Z naszych doświadczeń wynika, że dla alkoholika nie ma mowy o powrocie do "normalnego", bezpiecznego picia towarzyskiego. "Jeśli jest się alkoholikiem, to pozostaje się nim na zawsze" - trzeba nauczyć się żyć z tym prostym faktem.
Dowiedzieliśmy się również, że alkoholik nie ma przed sobą zbyt dużego wyboru. Jeśli nadal będzie pił, jego sytuacja będzie się pogarszać, aż w końcu wyląduje on w rynsztoku, w szpitalu, w więzieniu, w domu dla umysłowo chorych albo po prostu na cmentarzu. Jedynym sensownym rozwiązaniem jest całkowita abstynencja - powstrzymanie się od picia alkoholu w jakiejkolwiek ilości i postaci. Jeśli alkoholik wybierze tę drogę i skorzysta z dostępnej dla niego pomocy, to będzie mógł rozpocząć zupełnie nowe życie.
Gdy piliśmy, byliśmy niekiedy przekonani, że jedyne, co musimy zrobić, to poprzestać na drugim, piątym czy którymś tam kieliszku. Dopiero z czasem stopniowo odkryliśmy, że upijamy się nie za sprawą piątego, dziesiątego czy dwudziestego kieliszka, lecz za sprawą pierwszego! Szkodził nam zawsze p i e r w s z y kieliszek. To on uruchamiał ciąg picia. To on wyzwalał reakcję łańcuchową chorego myślenia, które przywodziło nas do utraty kontroli nad piciem.
Jest takie aowskie powiedzonko: "Dla alkoholika jeden kieliszek to za dużo, a tysiąc - za mało". Kiedy piliśmy, na własnej skórze przekonaliśmy się także, że wymuszona trzeźwość nie jest zbyt przyjemnym doświadczeniem. Od czasu do czasu niektórzy z nas umieli powstrzymać się od picia przez parę dni, tygodni, miesięcy, a nawet lat. Ale tamta trzeźwość nie była żadną radością. Czuliśmy się jak męczennicy. Wszystko nas drażniło, nie sposób było z nami żyć ani pracować. Uparcie wypatrywaliśmy chwili, w której znów będziemy mogli się napić.


Dzięki uczestnictwu w AA wyrobiliśmy sobie inny pogląd na trzeźwość. Cieszymy się poczuciem uwolnienia, wolnością od choćby samej chęci picia. Ponieważ normalne picie nigdy nie będzie dla nas możliwe, uczymy się żyć pełnią życia bez alkoholu i skupiamy się na tym, co jest d z i s i a j. "Wczoraj" nieodwracalnie przeminęło, a "jutro" jeszcze nie nadeszło. "Dziś" to jedyny dzień, jaki powinien nas obchodzić. Z własnego doświadczenia wiemy, że nawet "najgorszy pijus" może wytrzymać bez alkoholu przez dwadzieścia cztery godziny. Czasem napicie się trzeba wciąż od nowa odkładać na później - na następną godzinę czy nawet minutę - ale okazuje się, że m o ż n a je odłożyć.
Gdy po raz pierwszy zetknęliśmy się z AA, na cud zakrawał w naszych oczach fakt, że ludzie, którzy kiedyś tak kompletnie nie panowali nad swoim piciem, byli w stanie osiągnąć i utrzymać tego rodzaju trzeźwość, o jakiej opowiadali na swoim przykładzie starsi członkowie wspólnoty. Niektórzy z nas uwa­żali, że piją w jakiś szczególny sposób, że ich doświadczenia są "wyjątkowe", że AA jest może dobre dla innych, ale nie dla nich samych. Ci, którym alkohol nie dość jeszcze zrujnował życie, sądzili, że AA jest miejscem odpowiednim dla wykolejeńców, oni natomiast z pewnością sami sobie poradzą.


Uczestnictwo w AA nauczyło nas dwóch ważnych rzeczy. Po pierwsze, że wszyscy alkoholicy stają w obliczu takich samych podstawowych problemów, niezależnie od tego, czy żebrzą o grosze na piwo, czy piastują kierownicze stanowisko. Po drugie, że program zdrowienia AA pomaga niemal w s z y s t k i m alkoholikom, którzy naprawdę chcą nad nim pracować, niezależnie od ich pochodzenia, osobistych doświadczeń czy sposobu picia.